sobota, 5 grudnia 2015

Prolog - Zakazany owoc

Rizdel :
"Ostatnia bitwa ... Pamiętam ją jak przez mgłę. Po jednej stronie anioły, po drugiej demony. Mi jednak w pamięci utkwiły jedynie te oczy. Jasnoniebieskie z domieszką połyskliwej szarości ... i choć biła od nich odwaga, gdzieś tam czaił się strach. Nie widziałem tego jednak dlatego, że jako demon mogę go wyczuć. 
Pamiętam jak przymknęła na chwilę powieki, wzięła kilka głębokich wdechów, po czym odgarnęła jasny kosmyk z twarzy. Rozejrzała się i w pewnym momencie nasze oczy się spotkały, a czas stanął w miejscu ... Staliśmy tak chwilę dopóki nie musieliśmy przerwać z powodu rozpoczętej walki. Jednak pomimo iż odwróciła te swoje anielskie spojrzenie, ja nadal ją obserwowałem i z daleka nad nią czuwałem, choć zdawałem sobie sprawę z tego, że to wróg...  Mimo to, nie przestałem się jej przyglądać ...
Widziałem jak zostaje otoczona przez demony, sprawnie im umyka. Kilka minut później walczyła z Morionem, moim kuzynem. Nagle spostrzegłem Dezera, który miał zamiar zaatakować ją od tyłu. 
Później już wszystko w zwolnionym tempie ... Porzuciłem walkę i wszystko inne by tylko ją uratować... Nie myśląc w tamtej chwili osłoniłem ją przed ciosem własnym ciałem... Później była już tylko ciemność..."


Evangeline :
"Tamtego pamiętnego dnia szliśmy na kolejną bitwę z piekłem. Była to moja pierwsza walka ze złem, byłam jeszcze młodą anielicą. Kiedy wszyscy dzielnie kroczyliśmy na przód, ja byłam przerażona i to chyba jako jedyna.
Chciałam walczyć i zwyciężyć, jednak mimo wrodzonej odwagi w tamtym momencie naprawdę się bałam. Widząc te wszystkie postacie z piekła rodem od których biła wrogość i zła energia, robiło mi się słabo. Spuściłam głowę, przymykając oczy. Wzięłam kilka oddechów i... zdałam sobie sprawę, że ktoś mnie bardzo intensywnie obserwuje. Czułam to. Zaczęłam się chaotycznie rozglądać. Wreszcie napotkałam jego nieziemskie oczy. Niby niczym się nie różnił od reszty demonów, ale było w nim coś takiego czego nie dało się przegapić... Kamienna twarz i złowrogie spojrzenie, a jednak jego oczy... Byłam pewna, że przez ten krótki moment, przestały być zimne i obojętne... Nagle gwałtownie oderwaliśmy od siebie oczy, walka się rozpoczęła.
Walczyłam z jednym z nich, gdy usłyszałam dziwny odgłos zderzenia za sobą. Pośpiesznie się odwróciłam i ujrzałam... JEGO. Był ranny i nieprzytomny... Obronił mnie przed jednym ze swoich własnym ciałem ..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Część 1:
Bajka o Śmierci